Spory zasięg nowoczesnych aut elektrycznych, niskie koszty ładowania nawet na najdroższych stacjach i poprawiający się dostęp do ładowarek sprawiają, że pojazdy zeroemisyjne coraz lepiej sprawdzają się nie tylko w ruchu miejskim, ale i autostradowym. Są kierowcy, którzy rocznie takimi samochodami pokonują nawet 100 tys. km. Tym, czego wciąż jest za mało, są z pewnością punkty ładowania. Zwłaszcza w miastach coraz trudniej znaleźć wolną ładowarkę, do której będzie można podpiąć auto na noc. Na już istniejących stacjach, głównie przy trasach, potrzeba natomiast większej liczby ładowarek, zwłaszcza że już teraz czasem trzeba czekać w kolejce, a w najbliższych latach aut elektrycznych będzie coraz szybciej przybywać.
– Mitem jest to, że auta elektryczne służą tylko do miasta. Użytkownicy aut elektrycznych tak naprawdę, w zależności od tego, jaki model wybiorą, jeżdżą albo tylko w mieście małymi samochodami, albo spokojnie jeżdżą tymi samochodami tak samo jak autami spalinowymi. Mamy przykłady w naszym klubie osób, które jeżdżą samochodem elektrycznym bardzo dużo, przykładowo 60, 80, a nawet 100 tys. km rocznie, więc zdecydowanie nie są to auta tylko do miasta – https://optykklawe.pl przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Łukasz Lewandowski, prezes zarządu Fundacji EV Klub Polska.
O tym, że auta elektryczne mogą być z powodzeniem wykorzystywane również na długich dystansach, mogą świadczyć dane, jakie udało się zebrać podczas ubiegłorocznej edycji Autostrady do Elektromobilności. W ramach akcji kierowcy aut elektrycznych mogli za darmo przemieszczać się maksymalnie pięciokrotnie dwoma odcinkami autostrad, które są objęte system video-tollingu. Do udziału zgłosiło się ponad tysiąc osób. Elektromobilni kierowcy pokonali łącznie dystans prawie 43 tys. km na autostradzie A1 oraz prawie 70 tys. km na odcinku A4 Katowice–Kraków. Również z codziennych obserwacji członków fundacji wynika, że używanie elektryka nie różni się zasadniczo od tego, jak z auta korzystają właściciele pojazdów spalinowych.
