Zbliżające się wybory w ponad 50 krajach, w tym w USA i w Polsce, zachęcą twórców szkodliwych treści do wzmożonego działania z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Najwięcej deepfake’ów prawdopodobnie powstanie latem tego roku. Analitycy sprawdzili, jakie miejsca w cyfrowym świecie są swoistymi inkubatorami dla działań „złych aktorów”, i sporządzili ich mapę. To małe platformy są głównym źródłem powstawania i rozpowszechniania szkodliwych treści. W tym kontekście unijny Akt o usługach cyfrowych można ocenić jako nietrafiony, bo takie małe platformy będą praktycznie poza kontrolą przepisów. Naukowcy sugerują podejmowanie w walce z tym zjawiskiem działań opartych na realistycznych scenariuszach, a całkowite jego wyeliminowanie do takich nie należy. Dlatego lepiej ograniczać skutki dezinformacji.

– Wszyscy mówią o tym, co może osiągnąć sztuczna inteligencja działająca bez kontroli w mediach społecznościowych. Biorąc pod uwagę zagrożenia i tzw. bad actors, czyli „złych aktorów”, oraz wybory, które mają się odbyć w tym roku w wielu krajach, również w Polsce, prawdopodobnie także w Wielkiej Brytanii, a z pewnością w USA i Indiach – głosować będą łącznie 3 mld ludzi – mamy do czynienia z problemem fake newsów i dezinformacji w internecie. Można się zastanawiać, co może pójść nie tak przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji i jej możliwości działania przez całą dobę bez ograniczeń co do prędkości, potencjału i zdolności do tworzenia nowych rzeczy w sposób przypominający działania człowieka. Oczywiście wiele może pójść nie tak https://lampy-temar.pl – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Innowacje prof. Neil Johnson, fizyk z Uniwersytetu Jerzego Waszyngtona, prowadzący Dynamic Online Networks Laboratory, zajmujące się mapowaniem internetu.

Problem zagrożeń, jakie niesie niekontrolowane wykorzystywanie sztucznej inteligencji, został już zauważony przez Unię Europejską. Jednym z narzędzi, które ma służyć kontroli tego zjawiska, jest Akt o usługach cyfrowych (DSA)